RSS
wtorek, 05 kwietnia 2011
54. Tower
Everything seemed so clear up here. Fumes and smokes crawled down the city streets, blinding and choking, but the air was pure on the top of the skyscraper, cool wind blowing away the stink. I enjoyed sitting there, away from everyday's trouble, simply breathing, surrounded by my element.

What I intended was definitely difficult, possibly dangerous and probably insane. I didn't care. I just wanted to feel the freedom again - and screw the consequences.

I was ready.

Taking a last, deep breath, I reached out to the breeze, felt it swirling around me, enclosing me and changing until the boundaries blurred and we were one. I moved to the roof's edge - I could sense the distance down rather than see it. Then I jumped.

And I flew.
środa, 30 marca 2011
31. Flowers
He didn't know her birthday, he realized as he was buying flowers for his sister. He couldn't help but imagine preparing Robin a surprise party, too. Normally he would just ask, but with her it wasn't that simple. She didn't take personal questions well. She would flush and try to change the subject, and he didn't like embarassing her, so he just stopped asking. She'll tell him once she's ready. Patience was the key.

He didn't mind her mysterious past - but the small things really got to him. 'Happy birthday', he whispered sadly. Sometimes it wasn't easy being her boyfriend.

***

Majeczka stwierdziła, że Paweł zna datę urodzin Robin, ale jako, że nie chce mi się pisać jeszcze raz Ad Maiorem Drabble Gloriam zostawiam jak jest. :D
poniedziałek, 28 marca 2011
Optymizm
Optymizm jest ważny, zwłaszcza na wiosnę.

1. Introduction
2. Love
3. Light
4. Dark
5. Seeking Solace
6. Break Away
7. Heaven
8. Innocence
9. Drive
10. Breathe Again
11. Memory
12. Insanity
13. Misfortune
14. Smile
15. Silence
16. Questioning
17. Blood
18. Rainbow
19. Gray
20. Cookies
21. Vacation
22. Mother Nature
23. Cat
24. Orly?
25. Trouble Lurking
26. Tears
27. Foreign
28. Sorrow
29. Happiness
30. Under the Rain
31. Flowers
32. Night
33. Expectations
34. Stars
35. Hold My Hand
36. Precious Treasure
37. Eyes
38. Abandoned
39. Dreams
40. Rated
41. Teamwork
42. Standing Still
43. Dying
44. Two Roads
45. Illusion
46. Family
47. Creation
48. Childhood
49. Stripes
50. Breaking the Rules
51. Sport
52. Deep in Thought
53. Keeping a Secret
54. Tower
55. Waiting
56. Danger Ahead
57. Sacrifice
58. Kick in the Head
59. No Way Out
60. Rejection
61. Fairy Tale
62. Magic
63. Do Not Disturb
64. Multitasking
65. Horror
66. Traps
67. Playing the Melody
68. Hero
69. Annoyance
70. 67%
71. Obsession
72. Mischief Managed
73. I Can't
74. Are You Challenging Me?
75. Mirror
76. Broken Pieces
77. Test
78. Drink
79. Starvation
80. Words
81. Pen and Paper
82. Can You Hear Me?
83. Heal
84. Out Cold
85. Spiral
86. Seeing Red
87. Food
88. Pain
89. Through the Fire
90. Triangle
91. Drowning
92. All That I Have
93. Give Up
94. Last Hope
95. Advertisement
96. In the Storm
97. Safety First
98. Puzzle
99. Solitude
100. Relaxation

... Yeah, righ.
czwartek, 02 grudnia 2010
Sanity is overrated
Zbieram się do tej notki i zbieram, podchodzę do niej jak pies do jeża, a wszystko dlatego, że nie wiem, czy mój mózg przetrzyma taką porcję czystego idiotyzmu jeszcze raz... Otóż w przypływie masochizmu ściągnęłam podręcznik do FATALa.

Dwa słowa wyjaśnienia dla niezorientowanych: FATAL jest wyjątkowo niesławnym systemem, powszechnie uważanym za najgorsze RPG kiedykolwiek wydane. Wszystkie informacje które są wam do szczęścia potrzebne (plus odnośniki do tych niepotrzebnych) można znaleźć TUTAJ, prawie na samej górze, pod hasłem Game That Must Not Be Named, The.

W każdym razie, ściągnęłam FATAL. Ba! Ściągnęłam i przeczytałam! No dobra, raczej przejrzałam, to świństwo ma prawie tysiąc stron. Po trzecim facepalmie zaczęłam zapisywać co lepsze teksty - czemu tylko ja mam trwonić zdrowie psychiczne? Nie przedłużając, panie, panowie, generale Orumow:



Tak, to autentyczna okładka. Tak, zawartość jest równie głupia. Facepalmować zaczęłam praktycznie od samego początku: pierwszy rozdział, "Race and gender", na swojej pierwszej stronie ma taki uroczy przypis:

"Though sex usually refers to biological differences and gender usually refers to environmental differences, gender is chosen for this chapter because sex may be confused with sexual acts."

Lekki opad szczęki na myśl, że gra ma niby być przeznaczona dla dorosłych... No ale okej, może komuś jest potrzebne wyłożone wyraźnie rozróżnienie płci i uprawiania seksu. Khem.

Opisy zaczynają się całkiem fajnie, z małą grafiką przedstawiającą wszystkie grywalne rasy. Pierwsza z nich to mieszańcy człowieka z upadłym aniołem: anakimowie. Na rysunku anakim jest od człowieka gdzieś tak o połowę wyższy i ma wieeeelgachne skrzydła. W opisie wyglądu czytamy "often, they are considered giants." Za to dwa paragrafy niżej we fragmencie o społeczeństwie lśni taki diament: "Anakim do not have their own society, so they try to live secretly among humans." Poważnie? Nie zwracajcie na mnie uwagi, piłem dużo mleka w dzieciństwie?

Lecimy dalej, tuż pod anakimami mamy pierwszą tabelkę. Wali po oczach z grubej rury: to ni mniej, ni więcej, ale całe, okrąglutkie sto randomowych cech do wylosowania dla naszego mieszańca rzutem k100. Zawiera takie cuda, jak 'co rano 2% szans na pobudkę z niepowstrzymaną żądzą krwi', 'zawsze towarzyszy mu smród odchodów', albo mój osobisty faworyt, zasługujący na cytat: "23 - anakim has blood for sexual fluid." Po czym następuje bardziej detaliczny opis.

Następni w kolejce są Bugbears, czyli pierwsza rasa w podręczniku (ale nie ostatnia, zapewniam!), która zajmuje się li i jedynie grabieżą, łupiestwem i generalnym skurwysyństwem. Bo uprawianie roli, handel czy hodowla jest dla słabszych. Cukiereczek z charakterystyki: "Bugbears enjoy devouring naughty human children." W jaki sposób niedźwiedziożuki rozróżniają dzieci grzeczne od niegrzecznych, możemy się tylko domyślać. Ale za to "When unavailable, bugbears prefer salmon and other fish, berries and honey."

W tym momencie po raz pierwszy pomyślałam, że nie ma takiej opcji, żeby ktoś coś takiego napisał na poważnie: to musi być przydługi dowcip. Alas! Szybki gugiel rozwiał moje nadzieje; autor traktuje swoje dzieło jak ukochane dziecko, broni zębami i pazurami, a poza tym FATAL jest genialny i wy się nie znacie, o. A jeśli ktoś się z niego śmieje, to znaczy, że nie dorósł do takiej poważnej zawartości. I w ogóle Elfen Lied.

Ewidentnie jestem dziecinna wiecznie młoda, bo chwilę później parsknęłam niepowstrzymanym śmiechem: otóż krasnoludy. Krasnolud jak wygląda, każdy wie, ale na wszelki wypadek w podręczniku mamy całkiem ładną ilustrację typowego khazada w jakiejś ozdobnej, przyciężkawej zbroi. Wygląda dostojnie i statecznie, i na pewno nie zasługuje na taki wątpliwy zaszczyt: "All dwarves have the ability to shape-shift. Hovewer, dwarves may only shift into the following creatures: butterfly, chipmunk and owl."

Oddział krasnoludzkiej piechoty zmieniający się na komendę w stado motylków zawiesił mi na chwilę wyobraźnię, ale ze stuporu wybiły mnie elfy. Konkretnie elfy światła. Podczas opisywania jakie to one nie są dobre i prawe, strażnicy lasów i obrońcy zwierzątek, autor uznał za stosowne wtrącić pewien jakże istotny szczegół: "Because their diet consists of fruits and vegetables, elves fart 3d10 times per day"...

Osłabłam tak bardzo, że przeleciałam tylko wzrokiem po kilku następnych rasach. Krwiożerczość rośnie ze strony na stronę: mamy tu koboldy, których jedynym celem w życiu jest łapanie ludzi, rozbieranie ich do naga i zaganianie do pracy w kopalniach (tak, właśnie stąd scena na okładce). Mamy ogry - cudny podgatunek, zwany ogrem klifowym ma taki oto modus operandi: "a cliff ogre lives to force unweary travelers over cliffs to feed their children below." To ich jedyne zajęcie. Dziwne, że mają kiedy począć te dzieci, ciągle czatując na podróżnych. Nie mówiąc już o rodzeniu... Następny w kolejce jest ogr dzieciojad, który dorobił się własnej zasady: "Human children smaller than 30 pounds are eaten whole; shoes are regurgitated 10% of the time". Khy, khy, khhhy, kłaczek? Trolle są jeszcze bardziej urocze - kompletnie antyspołeczne. "Due to extreme hatred of this type of troll for others, they cooperate with no one, even if subjected to clearly superior force." Dodatkowo zarówno trolle, jak i ogry mają niewielką, acz znaczącą adnotację "Language: none". To wbrew pozorom nie jest bestiariusz. To są rasy grywalne! Podejrzewam, że odgrywanie porozumiewania się za pomocą chrząknięć, pomruków i wrzasku mogłoby być zabawne - przez jakieś piętnaście minut.

Przedarliśmy się przez rasy, czas na obiecany seks. Erm, znaczy płeć. Tendencja jest ewidentna: sprawność fizyczna +5% dla panów, -5% dla pań; matematyka: +2 procent dla panów, -2% dla pań i tak dalej (tabelki na wszystko - zaczynam się przyzwyczajać). Kobiety mają za to plusy do wyglądu i intuicji. Nawet trollice. Autor tłumaczy się pod spodem: "It may seem as though males are superior, though it is important to understand that there are other instances, such as nurturing, that are unapparent in the adjustments." No tak. Nurturing. Jakżebym śmiała się kłócić z tak niestereotypowym podejściem. Zwłaszcza, że niewiele później mamy opis przeciętnej społeczności: "Most cultures are patriarchal and the prevalent belief regarding gender is that females are inferior to males physically, intelectually, morally and emotionally." Kłaniam się nisko panie i mistrzu, powstrzymując się przy tym od skomentowania moim poślednim umysłem kolejnej perły wiedzy: "Females are more prone to despondency and less hopeful than males, more false of speech and more deceptive."

Wygląd fizyczny! Cała masa tabelek. Zaczyna się normalnie: wiek, wzrost, waga... BMI... Proporcje kończyn... Kolor skóry, oczu, włosów, długość włosów, GRUBOŚĆ i RODZAJ włosów... Oooookeeeeej... Ostrość wzroku, właściwości fizjonomii, rzuty na szansę bycia hermafrodytą albo posiadania dodatkowego sutka. O.o Oczywiście każda cecha ma swoją tabelkę. Albo dwie, w niektórych przypadkach. O, co do sutków, zaraz potem zaczynają się tabele rzutów na cechy płciowe. Miseczka, wielkość sutka, jego kolor, DŁUGOŚĆ... Srsly? Kto normalny mierzy długość swoich sutków? Średnica i głębokość pochwy. Opcja dla panów też jest, oczywiście. Bogowie, rzuty na przerywanie błony dziewiczej. Tabela prawdopodobieństwa ciąży już nie dziwi...

O, prawo- albo leworęczność jest uznana za "rarely a necessary content of a game". No tak, co za różnica, czy biję przeciwników prawą, czy lewą pięścią, o ile tylko znam średnicę penisa swojej postaci! W końcu należy mieć odpowiednio poustawiane priorytety, nie?

Kolejne tabelki rozciągające się na kilka stron. Efekty zatrucia alkoholem w zależności od rasy i wagi. Ok, ma sens. Efekty zatrucia marihuaną. Hm. O, i grzybkami-halucynkami. I... koniec. Czemuż, ach czemuż autorzy nie rozpisali innych narkotyków? Na brak praktyki chyba nie narzekają? Bo nie wierzę, żeby ten system powstawał na trzeźwo.

No tak, kolejne substancje odurzające musiały poczekać (może jakiś dodatek?), bo nie byłoby miejsca na choroby! Wybrane chyba ze względu na widowiskowe efekty. Obok siebie widzimy raka, ospę, wściekliznę i zespół Touretta. Nie ma, jak doborowe towarzystwo. Ja cię pogryzę, a ty mnie sklniesz.

Umiejętności są trochę dziwnie podzielone (charyzma ma cztery kategorie: twarz, ruch, głos i retoryka), ale raczej normalne. Za to załączonych jest trzydzieści stron tabelek subskilli i modyfikatorów. W sumie powinnam się już przyzwyczaić. O, tabelka miejsc, gdzie postaci będzie się odkładał tłuszcz w przypadku zaprzestania regularnych ćwiczeń... Całkiem sensowna, o dziwo, panie mają największą szansę na tycie na tyłku, a panowie na brzuchu. Życiowe. Religijność i moralność postaci też jest ustalana rzutem i tabelką. Goes figure.

Przewinęłam opisy charakteru i zapatrywań etycznych, znudzona, aż gdzieś po drodze mignęła mi lista chorób psychicznych... iiiii tak, większość jest związana z seksem. W tym szaleństwie jest bardzo wyraźna metoda.

Kolejne tabelki - zerkam na nie już tylko jednym okiem. O, rzut na to, czy nie jesteś nieślubnym dzieckiem. Ołsom. Na datę i miejsce urodzenia... Na ilość rodzeństwa! Tabelka rzutów na seksualność jest tak piękna, że przytoczę w całości:
00-01: aseksualny
02-03 - homo
04-05 bi
06-99 hetero
Cudne proporcje. Za to pod spodem jest o wiele bardziej rozbudowana tabela rozwiązłości, czyli co się wydarzy, jeśli (no dobrze, to jest FATAL. Nie jeśli, kiedy) gracz wybierze się do prostytutki.

Informacje o settingu są zaskakująco nudne. Zawiesiłam na chwilę oko na edukacji: "Universities are closed to women, but they are equally closed to men except those who are being trained to be a barrister, doctor or priest." - sure. Equally closed. XD

Lista profesji! Trolle zaczynają się uczyć zawodu w wieku lat 13. Nie znając języka, mieszkając na klifie i zjadając przechodniów taki troll może zostać *rzut z tabelką* fryzjerem. I stąd wziął się, proszę państwa, demoniczny golibroda z Fleet Street.

Umiejętności zawierają tak potrzebne informacje, jak rzuty na robienie rękawiczek, sera (oddzielne od gotowania!) i 31 rodzajów wróżbiarstwa. Trzydzieści jeden. Włączając takie piękności, jak wróżenie z moczu, wymiotów, czy pępowiny. Każdy jest osobno opisany. W każdym rzuca się 3k10 i dodaje taki sam modyfikator z intuicji... No i nie można zapominać o licznych skillach związanych z seksem. Orgazm jest oddzielną umiejętnością. Na ciasność pochwy w stosunku (złe słowo! złe!) do średnicy danego penisa jest osobny wzór. A także na zasięg wytrysku.

Ekwipunek - odświeżająco zwyczajny, jedno dildo na liście można twórcy wybaczyć. Chociaż mam wrażenie, że autor czerpie głęboką radość z używania słowa 'rape' zamiast 'turnip' na określenie rzepy, bo przetwory i przepisy na biedne warzywo przewijają się dość często... No dobra, detaliczny opis narzędzi tortur też nie był mi do szczęścia potrzebny. A kilkadziesiąt stron charakterystyk broni zawiera między innymi nożyczki. Pewnie idealne narzędzie zbrodni dla trolla-demonicznego golibrody. Natomiast w opisach zbroi znalazłam taką perełkę: "Naked: when armor or clothing is not worn, the character is naked."
No way, Sherlocku.

Rozdział o walce chciałam sobie darować, ale przyuważyłam tabelę trafień krytycznych, słusznie nazwaną tutaj 'Graphic Gore'. Obrażenia dzielą się na Hacking, Pounding i Stabbing, osobna tabelka dla każdego rodzaju i każdego elementu ciała. Po przykłady zapraszam do serii filmów "Piła", przy czym dodajcie sobie szczegółowe, drastyczne sceny uwzględniające ewentualną ciążę, o ile przeciwnik jest kobietą. Z wyciąganiem przebitego ulubionym dziabakiem płodu włącznie.

Fragment o śmierci postaci w walce zawiera detaliczne opisy poszczególnych etapów rozkładu ciała. W końcu to niezbędne graczom, nie? Jakby chcieli takiego delikwenta po zejściu przelecieć przetransportować gdzieś, albo co.

Magia! Tabelka na magię chaosu jest w zasadzie genialna. Najpierw rzucasz 3k10, żeby ustalić ilość liter w tekście zaklęcia, a potem na każdą literę 1k100 + konsultacja z tabelą. Spróbowałam dla zabawy, uzyskałam piętnastoznakowe cudo:

P! Ptmr vi' d juz'!

Ponoć jeśli wziąć tysiąc małp i dać im tysiąc lat, napiszą Cthulhu fhtagn!

Lista zaklęć poza normalnymi kulami ognia czy przywołaniem powodzi zawiera czar na obolałe stopy, urok powodujacy, że cel nie jest w stanie się uśmiechnąć, rytuał zapobiegający miesiączce (DO WANT!), a także inny, skutkujący natychmiastową defenestracją przez najbliższe okno. Oprócz tego w zgodzie z ogólną tematyką FATALa mamy 'ejaculate acid', 'perpetual orgasm' (po pięciu minutach ofiara musi co minutę zdać test, albo schodzi na zawał) 'swollen testicles' (które to zaklęcie ma przepiękny area of effect: 1 set of testicles) i 'have her cadaver' - ten czar sprawia, że jeden żeński (specjalnie wyszczególnione!), humanoidalny trup wydaje się żywą, śpiącą kobietą. I tak, autor oczywiście uraczył nas szczegółowym opisem, w których konkretnie miejscach wydaje się żywa i w jaki sposób. Urrgh.

Magiczne bronie z kolei zawierają takie cudo, jak moc 'of Torturon': "whosoever wields this weapond will become obsessed with plucking the eyes from their victim and stuffing the eyes up the nose of the victim. Sometimes the possesor of this weapon likes to sunbathe naked atop of cottages."; 'of Bitching': "the owner will incessantly bitch and complain about everything imaginable unless wielding the weapon."; oraz kilka narzucających właścicielowi naprawdę dziwne fetysze. NAPRAWDĘ dziwne.

W dodatkach jest karta postaci (11 stron), lista czarów, lista DWÓCH TYSIĘCY losowych efektów magicznych ("008: caster gives birth to a clone through their manhood/vagina"), 470 fobii, tysiąc składników do zaklęć (as gruesome as you can imagine and more), 80 NPCów, 17 stron imion dla różnych ras and a partridge in a pear tree.

Nie ma się co oszukiwać: podręcznik jest GŁUPI jak pół lewego buta i składa się głównie z brutalności i seksu, na poziomie napalonego nastolatka na prochach. Ilość miejsca poświęcona gwałtom jest co najmniej niepokojąca; chociażby w opisach kar za przestępstwa: cała reszta jest wymieniona z krótkim streszczeniem kary. Gwałt jest OPISANY. Włącznie z gwałtem zbiorowym i homoseksualnym. Poparte błyskotliwą złotą myślą po łacinie i angielsku: "Some force is permissible; women are often pleased by force and like what they're giving to be seized." Pozostaje smutek, niesmak i obrzydzenie.

Jak już wspominałam, system reklamuje się jako REALISTYCZNY, autor podchodzi do niego wyjątkowo poważnie i twierdzi, że to ambitna gra dla dorosłych. What has been seen cannot be unseen. A ostrzegali...

Za to dzięki FATALowi wiem, jak powiedzieć po łacinie 'jesteś dziwką'. Mogłabym żyć bez tej wiedzy.


To był chyba największy wall of tekst, jaki mi się do tej pory udało spłodzić na bloga... W ramach odtrutki, muzyczne meme: A Song That Makes You Laugh.



I tym optymistycznym akcentem... Idę szukać wybielacza do mózgu.
sobota, 27 listopada 2010
Good girls, little girls can never be warriors
Piosenka się do mnie przyczepiła. Straszliwie. Chodziła mi po głowie w kółko i w kółko, powodując w dodatku ostry atak inspiracji. No i co ja biedna miałam zrobić - jedynym sposobem na odzyskanie własnych myśli było zapisanie tego wszystkiego...

Tekst changelingowy, ale niezwiązany z poprzednimi. Konieczny podkład muzyczny!

***

Potężny grzmot wstrząsnął okolicą - wrony z ochrypłym krakaniem zerwały się z dachu, szyby zadzwoniły w oknie, a Cecylia otuliła się szczelniej kołdrą, wciskając głowę w miękki jasiek. Owinięta w grubą pierzynę czuła się choć trochę bezpiecznie. Przycisnęła poduszkę mocno do uszu - wolałaby ich nie mieć! Może wtedy przestałaby słyszeć...

Kolejny grzmot. Cecylia zadygotała. Burza pomagała trochę, zagłuszała te dźwięki, ale nawet huk piorunów nie był w stanie całkowicie ich stłumić. Nie ważne, jak mocno zatykała uszy, zawsze wyłapywała zwodniczo ciche odgłosy, jakby jakimś innym zmysłem. Wiatr gwizdał przeraźliwie, luźna okiennica stukała nierytmicznie o ścianę, a Cecylia z zaciśniętymi oczami próbowała ignorować delikatne skrobanie pod łóżkiem. Stukanie - wiedziała, że to dźwięk pazurzastych łapek, skradających się po podłodze. Zbliżające się piski i syki. I ciągły, bezustanny szept.

Nienawidziła nowego domu z całego serca. Och, w dzień był całkiem interesujący, zwłaszcza, kiedy mama i wujek wychodzili pomagać w odbudowie miasta, a babcia gotowała obiad. Wtedy można było z zapartym tchem odkrywać niezbadane zakamarki strychu, szukać skarbów w starych, zapomnianych przez poprzednich mieszkańców kufrach, albo bawić się w gonionego w ogrodzie z dziećmi sąsiadów. Tylko jedna strefa stała się miejscem zakazanym: zaraz po rozpakowaniu skromnych bagaży wujek spojrzał na strome i nieoświetlone schody, po czym zamknął drzwi do piwnicy na kłódkę. "Żeby Cebulka nie skręciła sobie karku", stwierdził. "Poza tym jeszcze by ją szczury zjadły."

Cecylia obruszyła się na samo wspomnienie. Nie cierpiała tego zdrobnienia! Jeszcze tego samego dnia wyszpiegowała, gdzie wujek wiesza klucze i podwędziła je, kiedy dorośli poszli na gruzowisko. Musiała mocno szarpnąć, żeby stare, wypaczone drzwiczki otworzyły się z piskiem zardzewiałych zawiasów. Zastygła na chwilę, ale babcia najwidoczniej była zajęta w ogrodzie. Ostrożny kroczek w zimną ciemność, następny i jeszcze jeden... Zdawało jej się, że coś poruszyło się w mroku na dole. Przypomniała sobie słowa wujka i wzdrygnęła się lekko. "Na pewno nie ma tu żadnych szczurów!" - dodając sobie odwagi buńczucznie oznajmiła na głos i z rozmachem zeskoczyła z ostatniego stopnia.

Od podłogi biło chłodem; powietrze było zastałe, śmierdzące pleśnią, stęchlizną i czymś jeszcze, czymś martwym i gnijącym. Cecylia skrzywiła się z obrzydzeniem i odwróciła na pięcie. Zmarzła, zresztą tu i tak na pewno nie znajdzie nic ciekawego. Wąski promień światła, wpadający przez uchylone drzwi dodał jej otuchy. Już miała ruszać z powrotem, kiedy coś delikatnie otarło się o jej stopę.

Cecylia wrzasnęła, rzuciła się w bok. Twardy kant jakiegoś mebla boleśnie uderzył ją w piszczel; straciła równowagę i upadła na plecy, zdzierając skórę na łokciach o kamienną podłogę. Coś małego znów przemknęło tuż przy niej, poczuła kłujący ból dłoni - ugryzienie? Rozejrzała się dziko, ale w mroku nie rozróżniała nawet sprzętów. Co gorsza, strumień światła z góry zwężał się powoli, ale nieubłagalnie. Stłumiony chrobot za plecami był ostatnim bodźcem, którego potrzebowała: ze łzami w oczach rzuciła się ku schodom, nie przejmując się już wywoływanym hałasem.

Wyślizgnęła się w ostatniej chwili, tuż zanim przeciąg - tak, na pewno przeciąg - zatrzasnął drzwiczki. Drżącymi rękami zamknęła kłódkę, pospiesznie odwiesiła klucz na miejsce i schowała się w najdalszym zakątku strychu, uspokajając się z wolna. Na szczęście babcia ciągle zajmowała się ogrodem, nie zwracając uwagi na starszą wnuczkę.

Tej nocy Cecylia zaczęła słyszeć szepty. Nieważne, jak bardzo starała się je zagłuszyć, zatykać uszy, czy ignorować: zdradliwie ciche dźwięki zdawały się trafiać prosto do jej głowy. Pozornie nie miały źródła, ale Cecylia wiedziała skąd dochodzą...

Zresztą, nie odgłosy były najgorsze.

Kolejny grzmot nie był tak donośny - burza oddalała się za Wisłę. W jednej chwili szmery także ucichły. Cecylia wstrzymała oddech. Już niedługo - niestety, nareszcie. Deski zaskrzypiały, uginając się ciężko: raz, dwa, trzy razy. I cisza.

Kołdra osunęła się prawie wbrew jej woli. Cecylia oczyma rozszerzonymi ze strachu obserwowała gęstniejący w nogach łóżka mrok. Głos zamarł jej w gardle - pierwszej nocy próbowała krzyczeć, ale nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Ciemność formowała się niespiesznie, znajomy kształt w upiornej oprawie, czerwone paciorki oczu jarzące się złowrogim blaskiem. I ten głos, którego się panicznie bała. Za którym tęskniła.

Król Szczurów znowu przyszedł z wizytą.

Co noc opowiadał o cudach nie z tego świata. O koszmarach, ścinających krew w żyłach. Mówił o walce - ale inaczej, niż mama i wujek. W jego historiach wojna była okrutna jak zimowy mróz, a przy tym piękna szczególną, surową urodą. Roztaczał wizje wielkiej armii, czekającej na jego najmniejsze skinienie; opisywał blask drogocennych klejnotów, szorstkość rdzy, metaliczny zapach krwi, duszący, drapiący w gardle pył i słodki, kleisty smak pożądania. I zawsze, zawsze szeptał to samo:

"Jesteś nasza, naznaczona na zawsze. Wiesz o tym, czujesz to w głębi siebie. Ale możesz mieć więcej. Możesz mieć to wszystko. Wystarczy tylko jedna drobnostka."

Cecylia zamrugała niepewnie - jak znalazła się na parterze? Niewielki, zimny przedmiot uwierał ją w dłoń. Otworzyła pięść - zaciskała ją do tej pory? Klucz wydawał się świecić w półmroku. Jak w transie otworzyła drzwiczki, o dziwo uchyliły się bezszelestnie. Krok w dół. Kolejny. I jeszcze jeden.

"Wojna i miłość, i wszystko, co kryje noc będzie twoje. Cena jest przecież tak niewielka."

"Twoje serce."

***

Cóż, podziałało o tyle, że przestałam nucić na okrągło "King of rats"... Za to dla odmiany przyczepiło się do mnie "London calling". Oh well.


A Song That You Want To Play At Your Funeral! Oooo, no tu nie mogę narzekać, ciekawy kawałek mema, w dodatku pasuje do pierwszego tematu notki. Gut. Jest taka audycja w Trójce, do której ludzie przysyłają własne playlisty na zadany temat, nie pamiętam tytułu. W każdym razie któregoś razu wracając z pracy trafiłam akurat na odcinek o piosenkach na własny pogrzeb, w związku z czym zdążyłam się już nad tym kiedyś zastanowić.

Przede wszystkim, co pewnie dla większości jest oczywiste, ale nie zaszkodzi przypominać w każdym miejscu, zamierzam organy oddać na przeszczepy - jestem niepijąca, niepaląca i generalnie raczej zdrowa, komuś się może przydać. Resztę, jeśli zależałoby to ode mnie, chciałabym skremować w cichej, cywilnej ceremonii. Ale cóż, tak czy siak będę martwa, więc jeśli rodzinie łatwiej będzie pogodzić się z tradycyjnym grobem i uroczystością kościelną, niech im będzie na zdrowie. Mi już wtedy będzie raczej wszystko jedno...

Nyways, muzyka. Pierwszym utworem, który mi zawsze przychodził na tę okoliczność do głowy jest



Koniecznie w tym wykonaniu (dzięki za płytę, Keii!). "Amazing Grace" jest po prostu piękne; przeraźliwie smutne, a przy tym dziwnie podnoszące na duchu. No i ten głos.

Na drugie miejsce wybieram inny klasyk. Chociaż to może być trochę nie na miejscu w stosunku do gości... Ale przynajmniej szczerze.

Oczywiście, o ile podejść do sprawy mniej poważnie, to od razu narzuca się



Tak, jestem potworem.
piątek, 26 listopada 2010
Fast forward
Znudziło mi się to muzyczne meme. Przerzuciłabym się na książkowe, a tu jeszcze tyle punktów zostało... Ale, jeśli się uważnie przyjrzeć, większość z nich jest NUDNA. Więc przewiniemy!

A Song That You Wish You Heard On The Radio - nudne, z gatunku 'moja ulubiona'. Next one.
A Song From Your Favourite Album - jak wyżej. Następna.
A Song That You Listen To When You're Angry - jestem zła rzadko, głównie podczas kłótni (a wtedy raczej nie słucham muzyki), po czym zapominam o tym po piętnastu minutach. Odpada.
A Song That You Listen To When You're Happy - playlista na shuffle. Nuda.
A Song That You Listen To When You're Sad - randomowy snuj. Nuuuuuda!
A Song That You Want To Play At Your Wedding - o, that's more like it.

Co prawda jest już trochę po ptokach, jeśli chodzi o mój ślub... Niestety nie wpadłam na to w odpowiednim momencie, ale idealną piosenką jest



Przy czym mam na myśli ślub cywilny. Kościelny to i tak jest jedno wielkie w/e... A w sumie może i lepiej, że na to nie wpadłam wtedy, bo bym się tak spłakała, że przez rozmazany tusz wyglądałabym jak szop. :D

Przy okazji przeglądania youtube znalazłam wersję Armstronga. Genialna, acz mało weselna.

I w ten prosty sposób odwaliłam dobre dwa tygodnie mema w jednej notce. Jestem mała oszustka. ^.^v

Poza tym: przegapiłam urodziny Doktora! :o Czterdzieści siedem lat, a ciągle młodnieje.


Sto lat i kolejnych 11 wcieleń.


Random dla odmiany polityczny (trochę spóźniony, ale nie szkodzi) - w obu moich miastach wybory prezydenckie wygrał ten, kto powinien, zdziwienia nie było. Jakoś tak się składa, że zarówno Gdynia, jak i Wrocław mają szczęście do prezydentów, co pewnie mocno wpływa na fakt, że bardzo dobrze się tu mieszka. Jednym z największych plusów obu prezydentów jest apolityczność, co się oczywiście obu głównym polskim partiom mocno nie podoba... W związku z czym mamy dwa cudne artykuły:
1) Według PO "Głosując na Dutkiewicza i jego kolegów oddajesz władzę w ręce PiS." - musieli to potem odszczekiwać wyrokiem sądu.
2) Według Kaczyńskiego "Pan prezydent Dutkiewicz jest dziesiątkami, jeśli nie setkami nici, związany z PO".

Aż się człowiekowi na pusty śmiech zbiera...
poniedziałek, 22 listopada 2010
Rcie grdypające w mrzeży
Coś mi się wydaje, że blog przechodzi drgawki przedśmiertne... Spadająca częstotliwość nowych notek, pierwszy objaw degeneracji. Oh well.

Ostatnie dwa tygodnie, dla odmiany po poprzednim failu, były winem - natomiast były też wyjątkowo męczące. Po kolei:

1. Impreza. Impreza była epicka, mimo wszelkich przeciwności losu i zamachów sprzętu gospodarstwa domowego. Następnym razem, jak mi do łba strzeli zapraszać tyle ludzi, zamówię catering. :D W każdym razie wszyscy się - mam wrażenie - dobrze bawili, a każdy po kolei stwierdził, że mam fajnych znajomych, więc chyba jest dobrze. :]

Poza tym zażyczenie sobie prezentów robionych osobiście było świetnym pomysłem, chyba zostawię tę zasadę na stałe. Szkoda, że info nie dotarło do wszystkich. Zdecydowanie wolę paczkę ciasteczek, rysunek specjalnie dla mnie, czy własnoręcznie zrobiony wisiorek od najfajniejszej nawet książki, którą mogę sobie przecież sama kupić. Tym bardziej, że osoby uzdolnione w robótkach ręcznych mają u mnie na starcie +10 do szacunu i zwykle jest mi strasznie głupio prosić o takie rzeczy.

Note to self: w nowym mieszkaniu koniecznie będziemy mieć dwie łazienki.

2. Koncert. Freakin' AWESOME. Na żywo Julia brzmi mocniej, niż na płycie - nawet piosenki typowo snujne grała jakoś tak z wykopem. Nie narzekam, podobało mi się strasznie. Trzy bisy mówią same za siebie. Plus radośnie ZAIMPROWIZOWANY cover Bad Romance! Ha, rzuciłam właśnie okiem na youtube i ktoś to nagrał - nawet całkiem wyraźnie:



No i zagrała Fear of flying. Szczęśliwy irian jest szczęśliwy.

3. Rodzina powinna częściej nas odwiedzać. Że co, że prawie 500 kilometrów? Oj tam, oj tam.


Meme część któraśtam. A Song That You Hear Often On The Radio.

Hm. Nie słucham radia. Kiedyś, owszem, puszczałam Trójkę wracając z pracy, ale przy wypadku zepsuło mi antenę w aucie i teraz nic nie odbieram, a w domu mam mp3.
Hm. Nie słucham radia TERAZ... Po zastanowieniu: piosenką, którą słyszałam najczęściej, biorąc pod uwagę całą długość życia jest:



Co tydzień siadało się na kanapie, ze śniadaniem i włączało Powtórkę z rozrywki i Studio 202. Tych dżingli nie da się zapomnieć...
wtorek, 09 listopada 2010
[insert witty title here]
Ten tydzień był tygodniem FAILA i ujemnego social skilla. Chciałabym powiedzieć, że gorzej już się nie da, ale znam zasadę 'what could POSSIBLY go wrong', więc tylko zbieram siły na dalszą walkę.

Miałam jakiś pomysł na tę notkę, ale umarł gdzieś po drodze śmiercią naturalną, więc będzie standardowy zbiór randomów. Uwaga: przyjmuję bezdomne inspiracje, prosimy zostawiać je w komentarzach, w miarę możliwości z obrożą i workiem ulubionych chrupek.

1. Niespodziewajka, niespodziewajka, w jedzeniu są paskudne rzeczy. Interesuję się takimi artykułami od liceum, więc to, co podrzucił Keii nie jest dla mnie niczym nowym.

Problem w tym, że dobre żarcie jest drogie. Porządna szynka nie ma prawa kosztować mniej, niż jakieś 30 złotych za kilogram - chyba, że producent ma gest i zacięcie filantropijne. Co oczywiście nie znaczy, że drogie mięcho nie jest oszukane, tylko tyle, że tanie jest szprycowane na 100%. Znajomość cen produktów i czytanie składów zwykle wystarcza, żeby się zorientować co tak naprawdę wkładam do koszyka, czy '100% pomarańczy' to sok, czy napój, albo dlaczego wolę brzoskwiniową Jogobellę od Bakomy, mimo koszmarnych reklam tej pierwszej. Oczywiście producenci kłamią, jak ze wspomnianym w artykule masłem - teściowie pracują w mleczarni i potwierdzają naginanie zawartości procentowej tłuszczu zwierzęcego w informacjach na etykietach. Na szczęście masła i tak nie jadam...



2.Ja wiem, że ludzie są głupie, ale niektórzy ciągle mnie zadziwiają. Jadę sobie jakiś czas temu do pracy obwodnicą autostradową Trójmiasta i z lekkim niedowierzaniem (i wielką radością) widzę robotników, stawiających płot w miejscu, gdzie niewinnym irianom wyskakują pod koła sarenki (a kolegom dziki). Ciekawe, czy ktoś w końcu umarł od zderzenia ze zwierzakiem, że się zdecydowali... W każdym razie mija czas jakiś i nagle! Niespodziewanie! Znienacka! Wyskakuje na mnie TAKI artykuł.

Eksperci twierdzą, że jedną z przyczyn może być ogrodzenie obwodnicy. W minionych latach ok. 30 dzików rocznie ginęło pod kołami samochodów. Na pewno była to przyczyna, że zwierząt było mniej - dodaje Ewa Łowkiel.

Pani Łowkiel jest wiceprezydentem Gdyni i w większości względów rozsądną kobietą, przynajmniej przy pobieżnym guglaniu. Jak widać nawet inteligentnym osobom zdarzają się potężne zaćmienia umysłu...

3. Z bardziej radosnych wieści: Glenn Miller Orchestra będzie grała w Filharmonii Bałtyckiej w grudniu. Early Christmas this year! :D


Memememememe: A Song That You Used To Love But Now Hate. Srsly, gość, który pisał te punkty miał silne tendencje masochistyczne... W zamian kawałek tego, co mam nadzieję usłyszeć w grudniu na żywo:



Uwielbiam swing jazz. Ten radosny rytm i kompletnie kretyńskie teksty, mrrru. Aż nogi same rwą się do tańca.

A, byłabym zapomniała. Wybieramy się na tegoroczny Nordcon. Byłam w zeszłym roku, świetna zabawa, hucznie polecam.
niedziela, 31 października 2010
Lungs and livers
Zmiana czasu zaatakowała znienacka - wszystkie moje urządzenia podstępnie przestawiły się same, więc obudziłam się przed budzikiem, podejrzanie wyspana i tylko stary wyświetlacz na kuchence świadczył, że coś jest nie tak. Przestawianie zegarków nie rusza mnie aż tak bardzo, bo i tak regularny tryb życia jest mi pojęciem całkowicie obcym, ale miło byłoby chociaż wiedzieć, że coś jest na rzeczy. Jeszcze kilka lat, pojawią się kuchenki z bluetoothem i dodatkowa godzina będzie przechodzić całkowicie niezauważenie.

No chyba, rzecz jasna, że ktoś akurat jedzie pociągiem i ma wątpliwą przyjemność stać godzinę w szczerym polu, żeby czas przyjazdu zgadzał się z rozkładem.

Z okazji helołinu urządziliśmy sobie z mężem oglądanie głupawych horrorów musicalowych. Tak właściwie załapały się tylko dwa: Rocky Horror Picture Show, z najbardziej czepliwym kawałkiem EVER (klikacie na własną odpowiedzialność) i Repo! The genetic opera z Gilesem w roli chirurga-mordercy na usługach korporacji. Oba równie ołsom, chociaż w kompletnie różny sposób. Oba mają też cudownych narratorów: przy Kryminologu ciągle czekałam na 'No, mister Bond, I expect you to die', a głos Graverobbera jest po prostu mrrrru. Ale Repo! wygrywa, bo dostarczyło mi najnowszy dzwonek:



Co prawdopodobnie oznacza, że przez najbliższe dwa tygodnie nie będę kojarzyć, że telefon mnie woła... But it's totally worth it.

Z innych fajnych rzeczy - Castle. Zachętą był Fillion w roli głównej i 8.9/10 na IMDB, a pierwszy odcinek kupił mnie, zanim jeszcze skończyła się lista płac: nie wiem, kto im pisał dialogi, ale zasługuje na jakąś nagrodę. Poza tym bardzo podoba mi się dynamika relacji między głównymi bohaterami. Albo będą świetną parą, albo ona mu urwie głowę z irytacji. W każdym razie mru.


Muzyczny mem na dzisiaj: A Song That Describes You. Cóż, co prawda tę piosenkę już zużyłam w memie u Vodha, ale naprawdę jest idealna, więc ląduje tutaj jeszcze raz:



Ale żeby nie było tak kompletnie emo, coś równie irianowego, za to radośnie abstrakcyjne:



Wiersze Zabłockiego są świetne.
środa, 27 października 2010
Jak urosnę będę TIRem
Miałam chwilę zniechęcenia, spowodowaną dążącą do zera ilością komciów, ale! Zajrzałam na bloga Toroj i jeśli ktoś taki, jak ONA nie przejmuje się brakiem reakcji na to, co pisze, to zwykły, szary irian może tylko zacisnąć zęby i chwycić za klawiaturę.

Blog chyba można uznać za oficjalnie istniejący, więc zmieniłam tytuł na bardziej zgodny z rzeczywistością. Ech, całe moje życie jest nieregularne. :/

Temat notki natchnięty Julią Marcell (bilety na listopad już są w sprzedaży, mrrru, w czwartek jadę kupować!) i będzie wymagał współpracy czytelników (wszystkich trzech...): kim chcieliście być, kiedy byliście mali? Nie pytam o plany życiowe, tylko o autentyczne marzenia w stylu "jak będę duży, zostanę strażakiem". Im bardziej odjechane, tym lepiej.

Według mojej mamy ponoć chciałam być sprzątaczką, aczkolwiek nie pamiętam takiego epizodu i absolutnie się nie poczuwam. :D Za to już od pierwszej lekcji chemii wiedziałam, że to jest TO. Rodzice mnie jakoś odwiedli od technikum chemicznego (na rzecz klasy humanistycznej, frankofońskiej... ze skrajności w skrajność), ale w liceum plan miałam jasno sprecyzowany: studiowanie biotechnologii, magisterka, potem doktorat, w miarę możliwości za granicą. Takie były plany. A marzenie? Całkiem proste i kompletnie nierealistyczne: praca biotechnologa w NASA, konkretniej ksenobiolog, specjalista od terraformowania Marsa.

Dream big, eh?


Kolejny odcinek meme to A Song That No One Would Expect You To Love. Buahahaha, czekałam na to! Drżyjcie, śmiertelnicy. Albo rżyjcie, jak kto woli.



Owszem, spokojny, mały irianek uwielbia Ironów. I Blindów. I w ogóle tego typu zespoły metalowe. Niespodziewajka! :D
 
1 , 2 , 3